Oto przekroj tego,co juz mielismy.
Zaczelismy od chusty elastycznej.Akurat ta,kotra mielismy,byla gruba i jakas taka...toporna.Goraco w niej nam bylo niesamowicie i szybko wrocila ona do producenta.Podejrzewam,ze nigdy nie udalo mi sie jej prawidlowo zawiazac:).

Pozniej nieco zmadrzalam i zabralam sie do tematu rzeczowo-najpierw poczytac,pozniej kupic.I tak weszlismy w posiadanie chusty Girasol.Cudownie miekka (jak flanelka) i bardzo wygodna.Zakladam,ze gdybym kupila kolor,ktory bardziej przypadlby mi do gustu,mielibysmy ja do dzis.A poniewaz kolor mi sie nie spodobal,jakis inny chuscioch sie w niej nosi.

Pozniej nastala era Hoppediza,chusty z Niemiec.Szmatka rowniez przyjemnie miekka,przy tym gruba-dobra nosnosc.Byla bardzo wygodna.Cudne kolory i fanrastyczne instrukcje.Chusta miala zaznaczone brzegi dla latwiejszego dociagania.Posluzyla nam pare dobrych miesiecy,a teraz pojechala do Warszawy,do jeszcze nienadodzonego dziecka:).



Chusta po lewej to Jim.Wyglada niepozornie.W rzeczywistosci to najbardziej dostojna chusta jaka widzialam.Jest ona wykonana poprzez skrzozowanie czarnej i czerwonej nitki,co daje niesamowity efekt.Chusta zdaje sie byc oberzynowa,bordowa,czasami nawet wydaje mi sie,ze wpada w braz.Pasuje do wszystkiego i z cala pewnoscia zostanie z nami.
Ta po prawej to szmatka Leo Turkusowe firmy Storchenwiege.Rowniez bardzo dobra chusta,doskonala na lato i "po domu".Miekka,aczkolwiek trzeba nad nia troszke popracowac,zeby ja zlamac.Poniewaz zakochalam sie na zaboj w innej szmatce-Leon jest obecnie wystawiony na sprzedaz.
Marzy mi sie jeszcze Indio z lnem...moze jak zaswieci pierwsza gwiazdka,to pod choinke przybedzie...???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz